Herbata jest czymś magicznym, może nawet ósmym cudem świata. – H.Rahman
Mam w domu chyba z 30 rodzai herbat. najrózniejszych, od zielonych, smakowych, pu-erh, czarnych, do tych ziołowych. Wybieranie harbaty, gdy jestem na zakupach lub w sklepach internetowych to dla mnie prawdziwa rozkosz. Każdy opis czytam, każdy skład przyswajam, a w domu, spokojnie usiadłszy przed komputerem, lub położywszy się z książką, taka herbate sobie sączę.
Nie ma dla mnie nic cudowniejszego niż te czarodziejskie chwile, a komfort tego powtarza sie raz za razem, bo w konczu człowiek użaleznia sie od przyjemności i chce wiecej i więcej ;-)
Ostatnio czytałam, ze w Polsce jest tylko jeden kiper herbaty, cóz, gdybym mniej piła herbaty, to może miałabym wiecej czasu na znalezienie sposobu, by także pójść tą drogą ;-) Ja jednak wybieram słodkie lenistwo z wielkim kubkiem herbaty, niż parzenie sobie gardła ilością równą łyżeczki – cóż, nie kazdy jest stworzony do poświecen dla dobra ludzkosci… ja wolę z tych dóbr korzystac, niż za nie parzyc gardło, ale ciagnie, oj, ciągnie ;-)
Lubie także tę cała etykietę, oprawę ‚herbacianą’… Imbryczki, podgrzewacze, zaparzacze, kubki (musi byc ogromny!!!), czasami filiżanki (tak, tak, czasami mam kaprys na picie z filiżanki, szczególnie biała herbata mi jakoś do filiżanki pasuje).

To zadziwiające, że czajnik może jednocześnie uosabiać przyjemność przebywania w samotności i w towarzystwie – Anonim
Cos w tym jest… Zauwązyłam ciekawą zalezność w zachowaniach ludzi, a przynajmniej tych ludzi, których znam i którzy pijają herbatę i nie ograniczaja się do czarnej firmy L* ;-) Gdy sie pije samemu, siedzi sie pod kocem, trzyma sie kubek w obu dłoniach, Gdy jest sie w towarzystwie, robi sie łyk, po czym wydaje sie (obowiązkowo!!!), taki dźwięk: ‚Mmm, pyszna herbatka’ ;-)
a trzeba przyznac, ze mam do tego nosa ;-) Nieraz moi znajomi chwala mnie, ze u mnie pili najlepsza herbate w życiu i wypytuja, a co to za herbata… Niestety znajomym, podaje zwykle herbatki owocowe, smakowe. Niestety, nie kazdy przepada za smakiem, a tym bardziej za zapachem Pu-Erh. ja sama za pierwszym razem byłam wstrząśnieta! jak może coś pachnieć jak ryby!!! mój kolega jednak sam zapach okresla jako stary podgnity siennik w bacówkach w górach – cóż, jakkolwiek nam sie zapach kojarzy, oboje jestesmy fanami czerwonej herbaty, choc przyznam się, ze ostatnio do jej czystej odmiany rzadko siegam… wolę miec jakiegos neutralizatora, chociazby w postaci dodatku z trawy cytrynowej, ale w tej chwili jest taki wybór, ze każdy znajdzie cos dla siebie… a jaką ja mam? Ja mam z kandyzowanym ananasem i maleńkimi cukiereczkami toffi, które pod wpływem goraca rozpuszczaja się, nadajac herbacie miły, lekko słodkawy posmak – cuuudowne.
Tak jak w zesżłym roku dostałam puszkę zielonej herbaty – swiątecznej, o przepieknym aromacie migdałowym, za którym stoja małe cukiereczki migdałowe – otwieralo sie puszke i przenosiło sie w cudowny swiat świąt Bozego Narodzenia z dzieciństwa…
a smaki? czy smaki Wam sie nie kojarzą? na jednej z pierwszych randek z moim chlopakiem, piłam bardzo ciekawą i kwasna (jeśli ktos lubi kwaśne herbaty – to polecam), herbate agrestową!!! Teraz, ilekroć sobie taka zaparzam – powracają wspomnienia tamtych odczuc, uniesień, spojrzen ukradkowych ;-) A gdy pije moją herbate z owocami tropikalnymi – zawsze przed oczami mam powtórki do sesji i ‚zakuwanie’ nocne… Biała czysta herbata, o lekko słodkawym smaku, łagodna i bardzo przyjemna w piciu – to czasy szaleństw w Krakowie, gdy sie nie myślało o tym, co bedzie, a tylko o tym, że dzisiaj jest najwazniejsze…

Ciesze się, że nie urodziłem się przed odkryciem herbaty. – William Gladstone
Idę zrobic sobie herbate – pozdrawiam ;-)